PORTAL MIASTA GDAŃSKA
PL | EN | DE
Ekspert o działaniach ratowników udzielających pomocy prezydentowi Gdańska: postępowali prawidłowo
Ekspert o działaniach ratowników udzielających pomocy prezydentowi Gdańska: postępowali prawidłowo
- Nie można zarzucić błędu ratownikom medycznym reanimujących Pawła Adamowicza, prezydenta Gdańska, po ataku nożownika podczas finału WOŚP - uważa prof. dr hab. Juliusz Jakubaszko, ekspert ds reanimacji. Takie zastrzeżenia wobec ratowników wysunął Leonard Gross, lekarz patomorfolog.
2019-01-13_atak_nozownika_wosp_014_799x533.JPG
Tragiczny finał 27 WOŚP w Gdańsku na Targu Węglowym, akcja ratownicza Pawła Adamowicza prezydenta Gdańska
Grzegorz Mehring/www.gdansk.pl


Prezydent Paweł Adamowicz został zaatakowany 13 stycznia 2019 roku podczas "Światełka do Nieba” podsumowującego 27. finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Zmarł następnego dnia w Uniwersyteckim Centrum Klinicznym w Gdańsku.

Jak twierdzi Leonard Gross, biegły lekarz sądowy z 30-letnim doświadczeniem, ratownicy medyczni udzielając pomocy prezydentowi Gdańska popełnili błąd. Swoje zastrzeżenia zawarł w liście do Prokuratora Okręgowego w Gdańsku. Z tego powodu śledczy mają powołać zespół biegłych, który sprawdzi prawidłowość akcji.

Zdaniem Grossa decyzja o przedłużającej się 40-minutowej akcji reanimacyjnej była błędem i doprowadziła do szeregu nieodwracalnych zmian narządowych i ogólnoustrojowych, które zadecydowały później o tym, że nie udało się po operacji przywrócić funkcji życiowych.

Tym zastrzeżeniom zaprzecza prof. dr hab. Juliusz Jakubaszko, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Ratunkowej, z którym rozmawiała Ilona Godlewska dziennikarka Gazety Wyborczej Trójmiasto.

Jak mówi w wywiadzie prof. Jakubaszko procedury specjalistyczne wobec osoby, której życie jest zagrożone, powinny być podjęte najpóźniej do 30 minut od chwili zdarzenia.

- I w przypadku prezydenta Adamowicza zostały one podjęte, bo lekarz i ratownicy byli blisko. Mówimy tu o ciężkim urazie wielonarządowym. W takich sytuacjach wdrażane są procedury określane jako zaawansowane czynności ratowania życia w urazach. Ile one mają trwać - czy 20 czy 40 minut - nikt nie jest w stanie określić, bo nie ma tu bezwzględnych limitów czasowych.

Leonard Gross sugeruje, że prezydenta można było przetransportować do Szpitala im. Kopernika, który znajduje się najbliżej Targu Węglowego, gdzie doszło do ataku. Prof. Jakubaszko odnosi się też do zarzutów dotyczących transportu zranionego prezydenta.

- W takich sytuacjach decydują procedury. Pacjenta z urazem wielonarządowym przewozi się nie do najbliższego szpitala, tylko do najbliższego centrum urazowego, w którym jest tzw. trauma team. Gdyby nawet prezydent w szpitalu wojewódzkim znalazł się kilka minut wcześniej niż w UCK, to i tak lekarze zadecydowaliby o transporcie do centrum urazowego. Co też istotne, UCK to jedno z najlepszych centrów urazowych w Polsce.


Cała rozmowa na gazeta.pl.  



oprac. AKwww.gdansk.plredakcja@gdansk.pl